Po co Ci strona?

Spotykam się z nią na kawie. Mówi zdecydowanie „chcę mieć stronę na WordPressie, pomóż mi proszę, „ogarnąć” podstawy, resztę będę robić sama, regularnie i sukcesywnie. Dam radę.” Jest w tym zdaniu determinacja i cel. Czuję, że dziewczyna ma wszystko przemyślane. Wie czego chce i jaka praca przed nią.

Pococistronawww?

Jestem zaskoczona. Bo zwykle spotykam się ze stanowiskiem, że strona internetowa ma być panaceum na problemy ze słabo prosperującym biznesem przy minimalnym wkładzie własnym. Przy czym „minimalny wkład własny” to przygotowanie contentu i… to wszystko. Zdarza mi się słyszeć, że jak już się postawi stronę, wszystko będzie płynąć i będzie dobrze, tzn. pomyślnie i bogato. Że wystarczy tylko ją zbudować, wrzucić treści i nagle ruch się zwiększy, podwoi lub potroi się liczba klientów, a biznes zacznie kwitnąć. Takie przekonanie pokutuje przede wszystkim u mikro przedsiębiorców, którym się wydaje, że strona internetowa będzie takim jakby menadżerem samonaganiającym klientów.

 
 

A postawienie strony to dopiero początek pracy, bo tak naprawdę jest ona jest takim małym dzieckiem, które potrzebuje opieki. Do którego trzeba podejść z sercem, wesprzeć i otoczyć miłością, by pięknie się rozwijało. I stale troszczyć. Bo nawet najpiękniejsza, ale „martwa” strona internetowa, na której nie będą pojawiały się nowe treści, po prostu sobie będzie i będzie coraz bardziej dryfować w zapomniane przez boty odmęty Internetu. A odwiedzać ją będą tylko „krewni i znajomi królika” oraz poinformowani o jej istnieniu klienci. Ale nie nowi. Bo oni, nie widząc jej na pierwszych stronach w wyszukiwarkach, nie będą wiedzieli, że w ogóle istnieje.

Pytania, jakie należy więc sobie postawić na początku, wiedząc już, że nie będzie samogrającym panaceum, są podstawowe: po co w ogóle mi strona? jaki cel ma spełnić? czy ma informować? sprzedawać? dzielić się wiedzą? czy być własnym „Hyde Parkiem”?

 

Kiedy określi się już cel strony, wtedy dopiero można zastanowić się nad jej formą. Jeśli zależy mi na posiadaniu strony, żeby klienci wiedzieli, gdzie mnie znaleźć, w jakich godzinach pracuję i kim jestem, może wystarczy tylko wizytówka. Postawiona nie na WordPressie, ale napisana w HTML. Nie wymaga angażowania czasu, jest bezpieczna, stabilna, a odpowiednio napisana będzie też responsywna. Świetnie spełni funkcje informacyjne. Jednakże trzeba pamiętać, że bez ruchu na stronie, niestety, nie będzie ona dobrze pozycjonowana, chyba że podejmie się działania zewnętrzne w tym temacie, czyli zleci się pozycjonowanie podmiotom zajmującym się tą dziedziną profesjonalnie.

Jeśli natomiast celem istnienia w sieci jest sprzedawanie czy dzielenie się opiniami dobrze byłoby zapoznać się jakimś systemem zarządzania treścią np. WordPressem. I tu następuje zderzenie się z „koniecznymi powtarzalnymi czynnościami”, bo posiadanie strony na WordPressie to przede wszystkim dbanie o aktualizacje i o kontent, a co za tym idzie zaprzęgnięcie dużej ilości czasu do zarządzania.

I wtedy zaraz po pytaniu: „czy będę mieć czas na przygotowywanie kontentu?”, powinno pojawić się następne: czy ja w ogóle chcę to robić? czy lubię pisać? czy sprawia mi to radość, satysfakcję? a może muszę to robić, bo biznes słabo się „kręci”, bo nie napływają nowi klienci, bo konkurencja jest już dwa kroki z przodu? W takim przypadku może należy pomyśleć o kimś, kto pomoże, kto profesjonalnie zajmie się treścią?

Wrócę na chwilę do mojej znajomej z kawiarni. Z ogromną radością patrzę jak na jej blogu pojawiają się nowe wpisy, jak umieszcza je systematycznie i z pasją. Być może nie wszystkim będzie się podobała wizualna strona przedsięwzięcia, bo gusty są różne i być może sama w przyszłości będzie chciała coś zmienić, udoskonalić. Czas pokaże. Ja z przyjemnością zaglądam do jej bloga, bo merytorycznie spełnia moje czytelnicze oczekiwania: jest aktualizowany i wypełniony wartościową treścią, z której zawsze coś „wyciągam” dla siebie, a to w przypadku blogów jest najważniejsze.

I w tym momencie strzelę sobie w kolano, jako twórca stron internetowych, ale jeśli komuś brakuje czasu, nie ma pomysłu i chęci na dodawanie nowych treści i dbanie o swoją stronę internetową, a biznes trzeba rozwijać, to może warto skupić się na tylko Facebooku lub Instagramie :-). Co prawda połączenie istnienia w kilku mediach podnosi naszą wiarygodność w oczach klientów, ale jeżeli coś robi się z wysiłkiem to traci się do tego miłość. A to pierwszy krok do zniechęcenia, stresu i … zarzucenia idei.

Zatrzymaj się więc chwilę i zastanów jeszcze raz:

Po co Ci strona internetowa?

Jaki cel ma spełniać?

Czym chcesz się dzielić? I czy w ogóle chcesz się czymś dzielić?

Ile czasu będziesz mieć na przygotowywanie treści, dobór zdjęć, regularne publikacje, odpowiadania na komentarze?

A może ulegasz modzie, bo wszyscy mają i Tobie też wypada mieć stronę?

I wtedy podejmij decyzję…

Close Menu